3.
Alice pov
-Jak to uciekła?!-usłyszałam zdenerwowany głos.
W takim razie był tu ktoś jeszcze. Ktoś kto pomaga Harry'emu.
-Damy sobie radę bez niej-te słowa z pewnością wypowiedział mój porywacz.
Przez chwilę panowała cisza.
-Czekaliśmy już wystarczająco długo-powiedział nieznajomy.- Mamy z nim parę spraw do wyjaśnienia więc znajdź tą małą do cholery! Nie mogła daleko odejść!
Przestraszyłam się. Nie widziałam gdzie się schować. Zanim przyjedzie Justin może minąć dużo czasu.
Przeklnęłam w myśli. Justin... on nie może tu być. To z pewnością o niego im chodzi. Nie wiem co mogą mu zrobić, ale nie chciałam ryzykować. Po raz kolejny wybrałam jego numer. Odebrał po paru sekundach:
-Wszystko w porządku?
-Nie możesz tu przyjechać!
-Nie wiesz co mogą ci zrobić jeśli będziesz sama.
-Dam radę.
-Nie, ku*wa nie dasz
-Po prostu uwierz we mnie...
-To ty uwierz w ich możliwości.
Po tych słowach rozłączył się.
Co to wszystko znaczy?-zastanawiałam się. Skąd on ich może znać?
Z rozważań wytrącił mnie dźwięk zbliżających się kroków. Nie było szans na ucieczkę. Spojrzałam przez dziurkę od klucza. Harry właśnie wchodził do sąsiedniego pomieszczenia. Rozejrzałam się po pokoju. Jedno krzesło, nic więcej. Postanowiłam schronić się w jedynym zaciemnionym kącie. Teraz wystarczyło czekać. Nie dawałam sobie nadziei... Słyszałam tylko trzask otwieranych i zamykanych drzwi. Tutaj też wejdzie.
Otwiera, zamyka, otwiera, zamyka-powtarzałam- otwiera... przekroczył próg, spojrzał w stronę rozbitej szyby w oknie. Domyślił się. Słyszałam jego ciężki oddech, był zdenerwowany. Gdyby mnie zauważył.... nie mogłam zwracać na siebie uwagi. Nie mogłam. Nagle chłopak odwrócił się i powoli odszedł. Wyszedł. Odetchnęłam z ulgą, ale mimo wszystko to nie był koniec. Prędzej czy później będę musiała stąd wyjść. Kiedy tylko opuści to piętro, poszukam innego schronienia-myślałam. Czas mijał nieubłaganie wolno. Siedziałam w zupełnej ciszy i osamotnieniu. Chciałam tylko wiedzieć co dzieje się z Jsutinem. Modliłam się o to. by mnie znalazł, chociaż w głębi duszy bałam się o niego. Tu nie było bezpiecznie. Zwłaszcza dla niego. Przesunęłam się bliżej drzwi nasłuchując. Nie było nikogo, chyba nie. Nie mogłam tu przecież gnić całą noc, wystarczyło zaryzykować. Oparłam dłoń na klamce. Drzwi poruszyły się lekko skrzypiąc. Serce biło mi coraz mocniej, ale kiedy wyszłam na korytarz, czułam, że nie jestem sama. Rozejrzałam się, bez skutku szukając innej osoby. Wreszcie zza ściany wychyliła się postać okryta ciemnym kapturem.
-Koniec zabawy, suko.
Zatrzęsłam się.
-Kim ty do cholery jesteś?!
Stałam w bezruchu. On podszedł bliżej. Poczułam jego miętowy oddech zmieszany z zapachem tytoniu. Nasze klatki piersiowe zetknęły się. Przełknęłam ślinę. Złapał mnie w pasie, nachylając się nad moją szyją. Najpierw jego zwilżone wargi lekko musnęły moją szyję. Jednak chwilę później poczułam okropny ból.
Przestań!-krzyknęłam.
On jakby nie zwracając uwagi na moje słowa kontynuował. Przegryzł moją skórę. Zabrakło mi tchu. Załkałam cicho. A on robił to dalej. Starałam się go odepchnąć, ale był za silny. Po paru minutach zauważył moją bezwładności i rozpacz. Łzy spływały mi po policzkach. W tym momencie zetknął nasze czoła, tak, że zdążyłam zobaczyć jego oczy.
-Nie uda ci się to. Znajdą mnie, już mnie szukają-oświadczyłam bez zastanowienia.
-Mam nadzieję-przegryzł wargę
-Justin mi pomoże-szepnęłam.
-Właśnie na niego czekam. To z nim rozpocznie się zabawa-oznajmił.
W co ja go wpakowałam?
-Przeszłość zawsze wraca. Jego także nie ominie. Ty tylko pomogłaś. Dzięki tobie spotkamy się znacznie szybciej-podszedł do mnie i nachylił się, tym razem nad uchem i wyszeptał-dziękuję.
Po moim ciele przeszły ciarki. Dlaczego on to robi? O jaką przeszłość chodzi?
Na razie wiedziałam tylko jedno, mój chłopak nie może się tu znaleźć.
-Jak to uciekła?!-usłyszałam zdenerwowany głos.
W takim razie był tu ktoś jeszcze. Ktoś kto pomaga Harry'emu.
-Damy sobie radę bez niej-te słowa z pewnością wypowiedział mój porywacz.
Przez chwilę panowała cisza.
-Czekaliśmy już wystarczająco długo-powiedział nieznajomy.- Mamy z nim parę spraw do wyjaśnienia więc znajdź tą małą do cholery! Nie mogła daleko odejść!
Przestraszyłam się. Nie widziałam gdzie się schować. Zanim przyjedzie Justin może minąć dużo czasu.
Przeklnęłam w myśli. Justin... on nie może tu być. To z pewnością o niego im chodzi. Nie wiem co mogą mu zrobić, ale nie chciałam ryzykować. Po raz kolejny wybrałam jego numer. Odebrał po paru sekundach:
-Wszystko w porządku?
-Nie możesz tu przyjechać!
-Nie wiesz co mogą ci zrobić jeśli będziesz sama.
-Dam radę.
-Nie, ku*wa nie dasz
-Po prostu uwierz we mnie...
-To ty uwierz w ich możliwości.
Po tych słowach rozłączył się.
Co to wszystko znaczy?-zastanawiałam się. Skąd on ich może znać?
Z rozważań wytrącił mnie dźwięk zbliżających się kroków. Nie było szans na ucieczkę. Spojrzałam przez dziurkę od klucza. Harry właśnie wchodził do sąsiedniego pomieszczenia. Rozejrzałam się po pokoju. Jedno krzesło, nic więcej. Postanowiłam schronić się w jedynym zaciemnionym kącie. Teraz wystarczyło czekać. Nie dawałam sobie nadziei... Słyszałam tylko trzask otwieranych i zamykanych drzwi. Tutaj też wejdzie.
Otwiera, zamyka, otwiera, zamyka-powtarzałam- otwiera... przekroczył próg, spojrzał w stronę rozbitej szyby w oknie. Domyślił się. Słyszałam jego ciężki oddech, był zdenerwowany. Gdyby mnie zauważył.... nie mogłam zwracać na siebie uwagi. Nie mogłam. Nagle chłopak odwrócił się i powoli odszedł. Wyszedł. Odetchnęłam z ulgą, ale mimo wszystko to nie był koniec. Prędzej czy później będę musiała stąd wyjść. Kiedy tylko opuści to piętro, poszukam innego schronienia-myślałam. Czas mijał nieubłaganie wolno. Siedziałam w zupełnej ciszy i osamotnieniu. Chciałam tylko wiedzieć co dzieje się z Jsutinem. Modliłam się o to. by mnie znalazł, chociaż w głębi duszy bałam się o niego. Tu nie było bezpiecznie. Zwłaszcza dla niego. Przesunęłam się bliżej drzwi nasłuchując. Nie było nikogo, chyba nie. Nie mogłam tu przecież gnić całą noc, wystarczyło zaryzykować. Oparłam dłoń na klamce. Drzwi poruszyły się lekko skrzypiąc. Serce biło mi coraz mocniej, ale kiedy wyszłam na korytarz, czułam, że nie jestem sama. Rozejrzałam się, bez skutku szukając innej osoby. Wreszcie zza ściany wychyliła się postać okryta ciemnym kapturem.
-Koniec zabawy, suko.
Zatrzęsłam się.
-Kim ty do cholery jesteś?!
Stałam w bezruchu. On podszedł bliżej. Poczułam jego miętowy oddech zmieszany z zapachem tytoniu. Nasze klatki piersiowe zetknęły się. Przełknęłam ślinę. Złapał mnie w pasie, nachylając się nad moją szyją. Najpierw jego zwilżone wargi lekko musnęły moją szyję. Jednak chwilę później poczułam okropny ból.
Przestań!-krzyknęłam.
On jakby nie zwracając uwagi na moje słowa kontynuował. Przegryzł moją skórę. Zabrakło mi tchu. Załkałam cicho. A on robił to dalej. Starałam się go odepchnąć, ale był za silny. Po paru minutach zauważył moją bezwładności i rozpacz. Łzy spływały mi po policzkach. W tym momencie zetknął nasze czoła, tak, że zdążyłam zobaczyć jego oczy.
-Nie uda ci się to. Znajdą mnie, już mnie szukają-oświadczyłam bez zastanowienia.
-Mam nadzieję-przegryzł wargę
-Justin mi pomoże-szepnęłam.
-Właśnie na niego czekam. To z nim rozpocznie się zabawa-oznajmił.
W co ja go wpakowałam?
-Przeszłość zawsze wraca. Jego także nie ominie. Ty tylko pomogłaś. Dzięki tobie spotkamy się znacznie szybciej-podszedł do mnie i nachylił się, tym razem nad uchem i wyszeptał-dziękuję.
Po moim ciele przeszły ciarki. Dlaczego on to robi? O jaką przeszłość chodzi?
Na razie wiedziałam tylko jedno, mój chłopak nie może się tu znaleźć.
later
-Louis, nie mogę jej znaleźć-do pokoju wbiegł zadyszany
Harry.
-Jest ze mną-wskazał na krzesło, stojące na środku pokoju.
Oboje uśmiechnęli się porozumiewawczo, po czym zaczęli rozmawiać o tym co zrobią z Justinem, kiedy się tu pojawi.
-Kurwa, oni nie mogą mu nic zrobić. Nie mogą-powiedziałam jakby do siebie. Jednak ton mojego głosy był zdecydowanie za głośny.
-Czego nie możemy, skarbie?-Louis zbliżył się do mnie, łapiąc mnie za podbródek, tak, abym na niego spojrzała.
-Czego do cholery nie możemy?-powiedział spokojnie, chociaż było widać, że jest zdenerwowany.
-Słyszałeś-syknęłam.
-Powinnaś odzywać się grzeczniej-poczułam ból na prawym policzku. Uderzył mnie.
Zacisnęłam zęby, po to, by się nie rozpłakać.
-Nie słyszałeś, że kobiet się nie bije?
-Nie po to tyle lat walczyłyście o równouprawnienie-uśmiechnął się zadziornie.-A tak przy okazji niech to będzie nauczka na przyszłość, bo wiesz... ze mną nie warto się ze mną kłócić. Nigdy nie wiesz jak możesz skończyć.
-Mogłabyś z łaski swojej podać mi twój telefon?-zapytał Louis.
Nie reagowałam.
-Próbowałem grzecznie.... Wybierz numer do Justina-zaczął.
-Nigdy-przerwałam mu.
Uniósł jedną z brwi.
-Nigdy?
-Nigdy-potwierdziłam.
Podszedł do mnie, wyciągając nożyk z tylnej kieszeni jeansów.
-Wiesz...zaraz wyraz twojej pięknej buźki może się zmienić-nachylił się nam moimi ustami. -A więc?
Przełknęłam ślinę.
-Dobrze-szepnełam.
Wyciągnęłam komórkę z torby.
Nie oddam mu jej tak łatwo-pomyślałam.
Niewiele myśląc rzuciłam swoim smartfonem w kierunku drzwi, z nadzieją, że szybko się roztrzaska.
Jednak ten, zamiast wylądować w kawałkach na podłodze, znalazł się w dłoni Harry'ego.
Co jest do cholery?!
-Z nami nie wygrasz-uśmiechnął się znacząco Louis.
Właśnie się znienawidziłam.
Z łatwością rozgryźli hasło i znaleźli numer do mojego chłopaka.
Boże, za jakie grzechy?
Za jakie grzechy stało się to wszystko?
I dlaczego spotyka to właśnie mnie?
-Włączę głośnik, abyś słyszała to co mówi-oświadczył jeden z moich porywaczy.
Pierwszy sygnał, drugi, trzeci....
-Alice! Nawet nie wiesz jak się martwię! Co z tobą, gdzie jesteś, zrobili ci coś?-Justin zalewał mnie potokiem pytań.
-Witaj przyjacielu-przerwał mu Louis.
-Kurwa
-Jest ze mną-wskazał na krzesło, stojące na środku pokoju.
Oboje uśmiechnęli się porozumiewawczo, po czym zaczęli rozmawiać o tym co zrobią z Justinem, kiedy się tu pojawi.
-Kurwa, oni nie mogą mu nic zrobić. Nie mogą-powiedziałam jakby do siebie. Jednak ton mojego głosy był zdecydowanie za głośny.
-Czego nie możemy, skarbie?-Louis zbliżył się do mnie, łapiąc mnie za podbródek, tak, abym na niego spojrzała.
-Czego do cholery nie możemy?-powiedział spokojnie, chociaż było widać, że jest zdenerwowany.
-Słyszałeś-syknęłam.
-Powinnaś odzywać się grzeczniej-poczułam ból na prawym policzku. Uderzył mnie.
Zacisnęłam zęby, po to, by się nie rozpłakać.
-Nie słyszałeś, że kobiet się nie bije?
-Nie po to tyle lat walczyłyście o równouprawnienie-uśmiechnął się zadziornie.-A tak przy okazji niech to będzie nauczka na przyszłość, bo wiesz... ze mną nie warto się ze mną kłócić. Nigdy nie wiesz jak możesz skończyć.
-Mogłabyś z łaski swojej podać mi twój telefon?-zapytał Louis.
Nie reagowałam.
-Próbowałem grzecznie.... Wybierz numer do Justina-zaczął.
-Nigdy-przerwałam mu.
Uniósł jedną z brwi.
-Nigdy?
-Nigdy-potwierdziłam.
Podszedł do mnie, wyciągając nożyk z tylnej kieszeni jeansów.
-Wiesz...zaraz wyraz twojej pięknej buźki może się zmienić-nachylił się nam moimi ustami. -A więc?
Przełknęłam ślinę.
-Dobrze-szepnełam.
Wyciągnęłam komórkę z torby.
Nie oddam mu jej tak łatwo-pomyślałam.
Niewiele myśląc rzuciłam swoim smartfonem w kierunku drzwi, z nadzieją, że szybko się roztrzaska.
Jednak ten, zamiast wylądować w kawałkach na podłodze, znalazł się w dłoni Harry'ego.
Co jest do cholery?!
-Z nami nie wygrasz-uśmiechnął się znacząco Louis.
Właśnie się znienawidziłam.
Z łatwością rozgryźli hasło i znaleźli numer do mojego chłopaka.
Boże, za jakie grzechy?
Za jakie grzechy stało się to wszystko?
I dlaczego spotyka to właśnie mnie?
-Włączę głośnik, abyś słyszała to co mówi-oświadczył jeden z moich porywaczy.
Pierwszy sygnał, drugi, trzeci....
-Alice! Nawet nie wiesz jak się martwię! Co z tobą, gdzie jesteś, zrobili ci coś?-Justin zalewał mnie potokiem pytań.
-Witaj przyjacielu-przerwał mu Louis.
-Kurwa
-Wiesz...spodziewałem się milszego powitania-powiedział
Louis.
-Co zrobiłeś dziewczynie?-krzyknął Justin do telefonu.
-Spokojnie, jest tuż obok mnie
-Jest cała?
-Na razie tak, ale powoli zaczyna mnie drażnić więc nie wiem czy z nią nie skończyć-uśmiechnął się po wypowiedzeniu tych słów. Wiedział, że powoli doprowadza chłopaka do szaleństwa.
-Zostaw ją w spokoju!-rozkazał.-Tu chodzi tylko i wyłącznie o mnie-zawiesił głos.
-Zgadza się, ale czy nie zrobię ci większej krzywdy, kiedy zabiję kogoś kogo...kochasz?
-Ta dziwka jest mi obojętna
-Więc dlaczego się wysilasz, próbując ją ratować?-zakpił.
-Nie chcę żebyś zabijał kolejną osobę, która nic ci nie zrobiła. Załatw to ze mną.
-Zgoda. Za pół godziny przy starej fabryce na końcu miasta, masz być sam, bo inaczej jednym ruchem zastrzelę sukę-rozłączył się.
Po chwili Louis skierował się w moją stronę. Złapał mnie za podbródek, tak, że mimowolnie na niego spojrzałam.
-Wiesz o tym, że i tak cię zabiję, prawda?-zaśmiał się.-Harry, dzisiaj wreszcie wyrównamy rachunki.
W tej chwili wyszli z pomieszczenia, a ja zostałam zupełnie sama. Słyszałam tylko jak przekręcają kluczyk w zamku więc na pewno nie było możliwości by się stąd wydostać. Jednak teraz moje myśli zaczęły krążyć wśród Biebera. Boże, Justin w co ty się wpakowałeś?! I o co w tym wszystkim chodzi? Zaczęłam płakać, nie potrafiłam dłużej dusić w sobie emocji. Nie tak wyobrażałam sobie ostatni dzień życia. To wszystko działo się dla mnie za szybko. Umrę jako młoda dziewczyna, bez chłopaka, bez przyjaciół. Po prostu świetnie. Płakałam coraz bardziej i coraz głośniej, ale nikt nie przychodził. Zostawili mnie. Powinnam się cieszyć, ale wiedziałam, że i tak wrócą. Ostatnie chwile spędzę w samotności-to było jasne.
Obok mojej twarzy przeleciał malutki motylek-cytrynek. Usiadł na mojej dłoni, a ja, zupełnie nie wiem dlaczego, uśmiechnęłam się. Tak jakby podniósł mnie na duchu.
-Tylko ty jeden mi zostałeś-szepnęłam do niego.
Pewnie chciałby stąd wylecieć... Gdybym tylko potrafiła jakoś zniszczyć tą okiennicę..
Okno! Cholera, czemu wcześniej na to nie wpadłam. Wystarczy wybić szybę. Rozejrzałam się po pokoju. Tylko jedno, drewniane krzesło. Mimo wszystko powinno wystarczyć.
-Co zrobiłeś dziewczynie?-krzyknął Justin do telefonu.
-Spokojnie, jest tuż obok mnie
-Jest cała?
-Na razie tak, ale powoli zaczyna mnie drażnić więc nie wiem czy z nią nie skończyć-uśmiechnął się po wypowiedzeniu tych słów. Wiedział, że powoli doprowadza chłopaka do szaleństwa.
-Zostaw ją w spokoju!-rozkazał.-Tu chodzi tylko i wyłącznie o mnie-zawiesił głos.
-Zgadza się, ale czy nie zrobię ci większej krzywdy, kiedy zabiję kogoś kogo...kochasz?
-Ta dziwka jest mi obojętna
-Więc dlaczego się wysilasz, próbując ją ratować?-zakpił.
-Nie chcę żebyś zabijał kolejną osobę, która nic ci nie zrobiła. Załatw to ze mną.
-Zgoda. Za pół godziny przy starej fabryce na końcu miasta, masz być sam, bo inaczej jednym ruchem zastrzelę sukę-rozłączył się.
Po chwili Louis skierował się w moją stronę. Złapał mnie za podbródek, tak, że mimowolnie na niego spojrzałam.
-Wiesz o tym, że i tak cię zabiję, prawda?-zaśmiał się.-Harry, dzisiaj wreszcie wyrównamy rachunki.
W tej chwili wyszli z pomieszczenia, a ja zostałam zupełnie sama. Słyszałam tylko jak przekręcają kluczyk w zamku więc na pewno nie było możliwości by się stąd wydostać. Jednak teraz moje myśli zaczęły krążyć wśród Biebera. Boże, Justin w co ty się wpakowałeś?! I o co w tym wszystkim chodzi? Zaczęłam płakać, nie potrafiłam dłużej dusić w sobie emocji. Nie tak wyobrażałam sobie ostatni dzień życia. To wszystko działo się dla mnie za szybko. Umrę jako młoda dziewczyna, bez chłopaka, bez przyjaciół. Po prostu świetnie. Płakałam coraz bardziej i coraz głośniej, ale nikt nie przychodził. Zostawili mnie. Powinnam się cieszyć, ale wiedziałam, że i tak wrócą. Ostatnie chwile spędzę w samotności-to było jasne.
Obok mojej twarzy przeleciał malutki motylek-cytrynek. Usiadł na mojej dłoni, a ja, zupełnie nie wiem dlaczego, uśmiechnęłam się. Tak jakby podniósł mnie na duchu.
-Tylko ty jeden mi zostałeś-szepnęłam do niego.
Pewnie chciałby stąd wylecieć... Gdybym tylko potrafiła jakoś zniszczyć tą okiennicę..
Okno! Cholera, czemu wcześniej na to nie wpadłam. Wystarczy wybić szybę. Rozejrzałam się po pokoju. Tylko jedno, drewniane krzesło. Mimo wszystko powinno wystarczyć.
Teraz, albo nigdy, szepnęłam do siebie. Powoli zbliżyłam się
do okna i z największą siłą na jaką było mnie w tej chwili stać uderzyłam w
szybę. Udało się. Łzy popłynęły mi po policzkach. Nie wierzyłam, że jestem
wolna. Czułam ogromną ulgę, ale zarazem strach, że pewnie i tak znowu mnie
złapią. Na tą myśl zaczęłam płakać jeszcze mocniej. Nie... Ty, razem nie dam
się tak łatwo. Problem polegał jednak na tym, że teraz muszę ratować nie tylko
siebie, ale i Justina. Cholera, cholera cholera!-zaczęłam krzyczeć jak
najmocniej potrafiłam. Przecież to oczywiste, że sama nie dam rady. Gdybym
tylko miała przy sobie telefon. Mogłabym zadzwonić na policję, albo chociaż po
kogoś, kto mógłby mi w tej chwili pomóc. Od razu pomyślałam o Andrew. Martwiłam
się o niego. Mimo wszystko traktowałam go jak przyjaciela. Pewnie ktoś go
zauważył, leżącego na ulicy. Na pewno nie jest teraz sam. Uśmiechnęłam się do
siebie. Te myśli dodały mi trochę otuchy, ale zaraz przypomniałam sobie w
jakiej JA jestem sytuacji. W przeciwieństwie do niego stoję tu zupełnie sama i
nawet nie wiem jak mam się dostać do tej pieprzonej fabryki, gdzie teraz pewnie
odbywa się walka na śmierć i życie. Kurwa, Alice... myśl jak się stąd
wydostać... Jak? Skoro sama nie wiem gdzie jestem?
Andrew POV
Obudziłem się w ponurym pomieszczeniu. Nade mną stała jakaś młoda dziewczyna. Kiedy powoli otworzyłem oczy zaczęła krzyczeć niezrozumiale. Zaraz potem do pokoju przybiegła starsza kobieta. Złapała mnie za rękę, pytając czy czuję się lepiej. Pokiwałem twierdząco głową. Nie mogło być przecież gorzej, prawda? Nie wiem nawet za co oberwałem i co stało się z Alice... Cholera. Szybko poderwałem się z łóżka, na którym leżałem. Starsza pani położyła rękę na moim ramieniu i z dużą siłą popchnęła mnie tak, abym znowu się położył.
-Moja przyjaciółka-zacząłem-ona.. nie wiem co się z nią dzieje. Muszę ją znaleźć.
Mój potok słów zatrzymała nastolatka, która od jakiegoś czasu wpatrywała się we mnie z troską.
-Na pewno nic jej nie jest-pocieszała mnie. Na jej twarzy zagościł nawet nieznaczny uśmiech.
-Tak myślisz?-zapytałem z niedowierzaniem?
-Tak-potwierdziła.
Wpatrywałem się w Alice, stojącą przy samochodzie. Boże, była piękna. Ann bardzo dobrze wykonała swoje zadanie. Z dziewczyny, chodzącej wiecznie w potarganych włosach i starych ciuchach, przeobraziła się w pięknego motyla. Uśmiechnąłem się. Nie wierzyłem, że właśnie dzisiaj odbędzie się nasza pierwsza randka, jeśli tak mogę to nazwać. Byłem już tak blisko niej.. Nagle poczułem ból w plecach. Zwinąłem się. Potem znowu. Tym razem w głowę. Chwyciłem bolące miejsce jedną dłonią. Poczułem, że spływa po niej krew. Zalałem się łzami. Próbowałem zawołać, ale w tym momencie ktoś uderzył mnie w twarz. Nie widziałem twarzy napastnika. Wszystko było jakby za mgłą. A ja tylko leżałem na twardej posadzce brukowej i powoli zamykałem oczy. Ostatnie o czym pomyślałem to, żeby nic nie stało się Alice.
Justin POV
Przede mną rozpościerał się piękny krajobraz, którego znaczną część stanowiły wysokie, zielone drzewa. Byłem już blisko. Stara fabryka kryła się w środku lasu. Dziwne i przerażające miejsce. Pełne narkomanów i tanich dziwek. Nie nawiedziłem tu przychodzić. Chociaż kiedyś byłem stałym bywalcem tego miejsca. Niestety wciąż pamiętam te czasy, kiedy niczym dziwnym było dla mnie codzienne zaciąganie się tymi świństwami. Ale nigdy, w przeciwieństwie do moich byłych znajomych, nie korzystałem z usług tych... kobiet. Ciekawe jak bardzo się tu zmieniło-zamyśliłem się. Nie byłem tu od ponad trzech lat. Zmieniłem się, a raczej to Alice mnie zmieniła, na lepsze. Nie wierzyłem, że kiedyś może mnie zdradzić. Zawsze wydawała mi się taka niewinna. I to był plus.
Andrew POV
Obudziłem się w ponurym pomieszczeniu. Nade mną stała jakaś młoda dziewczyna. Kiedy powoli otworzyłem oczy zaczęła krzyczeć niezrozumiale. Zaraz potem do pokoju przybiegła starsza kobieta. Złapała mnie za rękę, pytając czy czuję się lepiej. Pokiwałem twierdząco głową. Nie mogło być przecież gorzej, prawda? Nie wiem nawet za co oberwałem i co stało się z Alice... Cholera. Szybko poderwałem się z łóżka, na którym leżałem. Starsza pani położyła rękę na moim ramieniu i z dużą siłą popchnęła mnie tak, abym znowu się położył.
-Moja przyjaciółka-zacząłem-ona.. nie wiem co się z nią dzieje. Muszę ją znaleźć.
Mój potok słów zatrzymała nastolatka, która od jakiegoś czasu wpatrywała się we mnie z troską.
-Na pewno nic jej nie jest-pocieszała mnie. Na jej twarzy zagościł nawet nieznaczny uśmiech.
-Tak myślisz?-zapytałem z niedowierzaniem?
-Tak-potwierdziła.
Wpatrywałem się w Alice, stojącą przy samochodzie. Boże, była piękna. Ann bardzo dobrze wykonała swoje zadanie. Z dziewczyny, chodzącej wiecznie w potarganych włosach i starych ciuchach, przeobraziła się w pięknego motyla. Uśmiechnąłem się. Nie wierzyłem, że właśnie dzisiaj odbędzie się nasza pierwsza randka, jeśli tak mogę to nazwać. Byłem już tak blisko niej.. Nagle poczułem ból w plecach. Zwinąłem się. Potem znowu. Tym razem w głowę. Chwyciłem bolące miejsce jedną dłonią. Poczułem, że spływa po niej krew. Zalałem się łzami. Próbowałem zawołać, ale w tym momencie ktoś uderzył mnie w twarz. Nie widziałem twarzy napastnika. Wszystko było jakby za mgłą. A ja tylko leżałem na twardej posadzce brukowej i powoli zamykałem oczy. Ostatnie o czym pomyślałem to, żeby nic nie stało się Alice.
Justin POV
Przede mną rozpościerał się piękny krajobraz, którego znaczną część stanowiły wysokie, zielone drzewa. Byłem już blisko. Stara fabryka kryła się w środku lasu. Dziwne i przerażające miejsce. Pełne narkomanów i tanich dziwek. Nie nawiedziłem tu przychodzić. Chociaż kiedyś byłem stałym bywalcem tego miejsca. Niestety wciąż pamiętam te czasy, kiedy niczym dziwnym było dla mnie codzienne zaciąganie się tymi świństwami. Ale nigdy, w przeciwieństwie do moich byłych znajomych, nie korzystałem z usług tych... kobiet. Ciekawe jak bardzo się tu zmieniło-zamyśliłem się. Nie byłem tu od ponad trzech lat. Zmieniłem się, a raczej to Alice mnie zmieniła, na lepsze. Nie wierzyłem, że kiedyś może mnie zdradzić. Zawsze wydawała mi się taka niewinna. I to był plus.
Z zamyślania wyrwała mnie dopiero kolorowa tabliczka
JESTEŚ NA MIEJSCU
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Od autorki:
Dziękuję za wszystkie wyświetlenia, których jest już blisko 800 :) I niezmiennie: proszę o komentarze!
Dziękuję za wszystkie wyświetlenia, których jest już blisko 800 :) I niezmiennie: proszę o komentarze!
#LoveYouAll