środa, 21 sierpnia 2013

2) ROZDZIAŁ DRUGI



2.
ALICE POV

Siedziałam w mojej malutkiej kawalerce i czekałam z niecierpliwością, kiedy nagle poczułam dłonie na moich ramionach. Odruchowo odwróciłam się.
-Witaj shawty-uśmiechnął się Andrew.-Wyglądasz dzisiaj tak...-przegryzł wargę.
-Jak tu wszedłeś? -przerwałam mu.-Nie słyszałam żadnych kroków...
Uśmiechnął się.
-Mam swoje sposoby...
Usiadł na kanapie stanowczo za blisko mnie. Odsunęłam się, ale on złapał mnie za talię i przyciągnął do siebie.
-A więc-spojrzał mi w oczy-co mam dla ciebie zrobić?
-Musisz pomóc mi wyjaśnić jedną sprawę. Mój chłopak...
-Chłopak?-podniósł pytająco jedną brew.
Potwierdziłam kiwnięciem głowy.
Podniósł się z miejsca i szybkim, agresywnym ruchem zrzucił szklanki stojące na blacie. Wiedziałam, że będzie wściekły, ale nie spodziewałam się, że będzie aż tak źle.
-Andrew! Andrew do cholery uspokój się i usiądź na miejscu.
-Mówiłaś, że nie będzie chodziło o chłopaka.
-Niezupełnie.
-Niech będzie. Mów co mam zrobić.
-Musisz zbliżyć się do Justina Biebera. Zostań jego przyjacielem, a on ci wszystko wyśpiewa.
-Co ma mi wyśpiewać?-zapytał z irytacją.
Opowiedziałam mu całą historię nie omijając żadnych szczegółów. Nie przerywał mi co bardzo mnie zaskoczyło.
-Po prostu chcę go odzyskać-zakończyłam opowieść.
-Niech będzie. Ale pod jednym warunkiem. Dasz mi się zaprosić do restauracji.
To nie było pytanie tylko stwierdzenie.
Zakrztusiłam się.
-Spokojnie kochanie. Muszę się tobą nacieszyć-złapał mnie za rękę-zanim znowu wrócisz do tego swojego popierdolonego chłopaczka-syknął.
Wyrwałam się z jego uścisku.
- Skoro grasz na takich zasadach to niepotrzebnie marnowałeś swój czas, nie musisz tego robić -skrzyżowałam ręce.
Przewrócił oczami.
-Jak chcesz-odparł.-Ale wiesz o tym, że nikt inny ci nie pomoże, prawda?
Wzięłam głęboki oddech. To była prawda. Był mi potrzebny, a nikt inny bezinteresownietego dla mnie nie zrobi. Po chwili namysłu zgodziłam się.
Uśmiechnął się z wyższością. Nagle oplótł swoje ręce wokół moich bioder.
-Przestań-syknęłam, próbując odepchnąć go od siebie.
Nie reagował. Jedynie wpatrywał się w moje oczy. Po czym pochylił się nade mną. Poczułam jak jego usta dotykają mojej szyi. Nie potrafiłam się uwolnić z jego uścisku. Nagle poczułam okropny ból.
-Puść mnie-jęknęłam.
Jednak nie dawał za wygraną.
-I tak będziesz moja -oświadczył i odszedł ode mnie.
Dotknęłam dłonią miejsca na szyi, gdzie jeszcze przed chwilą Adrew wbijał swoje zęby.
-Kiedyś cię zabiję-pomyślałam.-Przysięgam.

Następnego dnia

-Gdzie jesteśmy?-zapytałam, chociaż tak naprawdę nie interesowało mnie to, przez cały czas myślałam o tym, żeby jak najszybciej zakończyć ten wieczór i wrócić do domu.
-Broadway Street
-Chyba żartujesz-zakrztusiłam się, a on spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
-O co ci chodzi?
-O nic. Po prostu to jest stolica drogiej rozrywki. Wszyscy wyglądają jak gwiazdy filmowe. Nie będziemy tu pasować-spojrzałam na moją tanią sukienkę, kupioną na wyprzedaży w zwykłej sieciówce.
-Mylisz się-odparł.
Kilka minut później zatrzymaliśmy się na parkingu, przy wysokim, szklanym budynku. Spojrzałam w kierunku Andrewa wyczekując, aż wyjaśni mi co to za miejsce.
-Broadway Centre, jesteśmy w samym centrum tej dzielnicy-uśmiechnął się.
Kiedy wyszliśmy z taxówki od razu spotkałam się z dezaprobatą przechodniów, przyglądających mi się. Każdy tutaj mógłby być celebrytą... Kosztowne stroje, perfekcyjnie ułożone fryzury, nienaganne sylwetki, figury kobiet jak i mężczyzn. Jak mówiłam wcześniej, nie pasowałam tu. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za nadgarstek.
-Chodźmy-usłyszałam.
Razem z moim znajomym podeszliśmy do drzwi wejściowych wieżowca.
-Witaj w samym sercu miasta-szepnął mój.... towarzysz.
Przede mną stały tłumy bogatych dzieciaków i eleganckich, dorosłych par. Wszyscy trzymali torby z markowych firm. Wzdłuż korytarza ciągnęły się przecież gustowne sklepy z domów mody, takich jak Prada, Gucci czy Armani. Byłam w niebie. Kochałam zakupy, a to było miejsce idealne do kupienia nowych ubrań. Udaliśmy się jednak na drugie piętro. Tam było znacznie ciszej i spokojniej. Nie roiło się od ludzi więc zamiast rozmów słyszałam tylko odgłosy muzyki dochodzącej z jednego z pomieszczeń. Chwilę później właśnie tam zaprowadził mnie Andrew.

KELSEY POV

Nie mogłam uwierzyć w to co widziałam. Ta dziewczyna na prawdę zdradzała Justina. Przeklnęłam cicho. I to do niej chłopak chciał wrócić. Marnuje dla niej swój czas-pomyślałam. Szybko wyciągnęłam aparat fotograficzny i zrobiłam zdjęcie, kiedy wychodzili z samochodu. Dowód na to, że ta dziwka się z kimś spotyka. Kątem oka spojrzałam na tą dwójkę. Odchodzili w stronę wieżowca. Śledziłam ich już od kilku godzin, ale wciąż nie miałam zdjęć pokazujących ewidentną zdradę. Musiałam udać się za nimi bez względu na konsekwencje. Szybko wtopiłam się w tłum. Wodziłam wzrokiem poszukując Alice. Jednak ludzi było zdecydowanie za dużo i z łatwością ich zgubiłam. Byłam na siebie wściekła, bo to oznaczało, że być może straciłam szansę na przyłapanie tych dwojga. Musiałam udać się na zewnątrz i czekać...

ALICE POV

Chłopak powoli otworzył drzwi.
-Witaj w moim królestwie-szepnął.
W pomieszczeniu roiło się od ludzi. Wszyscy byli ubrani tak jak przystało na tutejszą modę. Wygodnie, elegancko i...drogo.
Andrew podszedł do wysokiej, młodej kobiety zostawiając mnie przy drzwiach wejściowych. Przez chwilę zastanawiałam się czy po prostu stąd nie uciec, chciałam już wrócić do domu. Mimo wszystko postanowiłam zostać, w końcu jestem tu tylko dla tej małej, głupiej kartki. Minęło dość dużo czasu.
-Może powinnam przypomnieć mu o swojej obecności?-pomyślałam. Podeszłam bliżej. Chciałam przynajmniej dowiedzieć się czemu tu jesteśmy. Wreszcie Andrew zauważył moją obecność. Uśmiechnął się, po czym przedstawił mi dziewczynę, z którą jeszcze przed chwilą rozmawiał. Zamieniłyśmy ze sobą parę zdań, aż przerwał nam chłopak.
-Jesteśmy spóźnieni. Czy mogłabyś pomóc Alice w przygotowaniu-zwrócił się do Ann, właśnie tak miała na imię.
Przytaknęła. A ja zdezorientowana udałam się za nią do innej części pomieszczenia. Zatrzymałyśmy się przed     czerwoną kurtyną, przed którą stało kilka manekinów. Moja nowa znajoma wskazała na jeden z nich.
-Co myślisz o tej sukience?-zapytała niepewnie.
-Szczerze? Nigdy nie widziałam czegoś tak pięknego.
Zaśmiała się. A ja wpatrywałam się tylko w biały, koronkowy strój, ze złotymi elementami.
-Od dzisiaj jest tylko twoja-oznajmiła Ann.
Popatrzyłam na nią ze zdziwieniem.
-Jak to moja? Nie mam pieniędzy żeby za nią zapłacić.
-To prezent-spojrzała kontem oka na mojego przyjaciela stojącego paręnaście metrów dalej.
-Nie mogę.
-Dlaczego? Ta cała galeria należy do Andrewa. A tak właściwie do jego dziadka, ale teraz to jego wnuk-uśmiechnęła się-wszystkim się zajmuje. Więc jego te stroje nic nie kosztują. Naprawdę nigdy nie zastanawiałaś się czemu zawsze chodzi tak dobrze ubrany? Ma swoją ekipę stylistów, fryzjerów. Ja na przykład zajmuje się jego strojami  wyjściowymi.
-Rzeczywiście, ubrany jest nadzwyczaj dobrze. Domyślam się, że to twoje dzieło-zaśmiałam się, a ona po chwili zawtórowała mi śmiechem.
-Zgadza się, ale w tej chwili mam pomóc tobie, a nie jemu w dopasowaniu odpowiednich dodatków do tej ślicznej sukienki.
-Niech będzie-przegryzłam wargę.-Wiesz może chociaż gdzie on mnie zabiera?
-Do restauracji nieopodal-spojrzałam na nią ze zdziwieniem.
-Czy ten chłopak myśli, że to-przełknęłam ślinę-randka?
-A nie?-odparła ze zdziwieniem.
-Mam chłopaka-odpowiedziałam.
-Andrew będzie zawiedziony-westchnęła.
-Jestem tu, a przynajmniej miałam być, tylko ze względu na to, że postanowił mi w czymś pomóc. A czuję, że z tego spotkania i tak nie wyniknie nic dobrego.

Kiedy byłam już gotowa do wyjścia i pożegnałam Ann od razu rzuciłam się do poszukiwania Andrewa. Od jednej z fryzjerek dowiedziałam się, że chłopak czeka na parkingu. Jednak gdy podeszłam do samochodu nigdzie go nie było. 
-Cholera Andrew-szepnęłam. 
W tym momencie ktoś złapał mnie od tyłu za talię.
-Witaj shawty-usłyszałam. Nie kojarzyłam tego męskiego głosu i bardzo mnie to zaniepokoiło. 
-Możesz mnie puścić?-starałam wyrwać się osobie stojącej za mną. Jednak on tylko się zaśmiał. 
-Dlaczego miałabym to robić kochanie?-zapytał sarkastycznie. 
-Chciałabym przynajmniej zobaczyć kim jesteś-mruknęłam.
-Oczywiście-złapał mój podbródek, lekko go obracając w prawą stronę. Zobaczyłam odbicie mężczyzny w szybie czarnego samochodu.
-Widzisz tego Range Rovera? To właśnie do niego wsiądziesz-powiedział popychając mnie w stronę drzwiczek. Próbowałam się wyrwać. Moim obcasem nadepnęłam na jego stopę, jednak ani drgnął. 
-Kurwa-odezwałam się. 
-Odzywaj się grzeczniej, suko-syknął. 
Jestem w dupie. 
Nawet moje krzyki nic nie dawały. Na parkingu nie było żadnych przechodniów. W końcu mężczyźnie udało się wprowadzić, a raczej wepchnąć mnie do środka. 
-Boże, gdzie Andrew?-zapytałam cicho jakby samą siebie.
Jednak mój porywacz usłyszał to co powiedziałam. 
-Hm... gdzieś tam leży... -zaczął wymachiwać ręką. 
-To znaczy? 
-To znaczy, że prawdopodobnie teraz potrzebuje lekarza-uśmiechnął się, a moje serce na chwilę stanęło.
-Za...zabiłeś go?-jąkałam się. 
-Nie... chyba nie, ja tylko go postrzeliłem, nie wiem tylko co mu zrobił mój wspólnik.. 
Przełknęłam ślinę.
-Nie bój się. Na razie nie masz czego. Raczej powinnaś się cieszyć, że jeszcze żyjesz.
 Jest już po mnie. 
-A tak przy okazji, jestem Harry-podał mi rękę.
Nie odwzajemniłam gestu. W co on grał?
-Niegrzeczna jesteś, powinnaś trzymać się manier.
-Chuj mnie to obchodzi-prychnęłam, krzyżując ręce.
-Jak chcesz....
Resztę podróży odbyliśmy w zupełnej ciszy
-Jesteśmy na miejscu-odezwał się chłopak.
Uchyliłam szybkę. Zatrzymaliśmy się przed niewielkim, starym budynkiem.Przegryzłam wnętrze policzka.
-Co chcesz ze mną zrobić?
-Dowiesz się w swoim czasie-odparł.
Wysiadłam z auta i już po chwili czułam, że jego dłonie spoczywają na moich ramionach. Zaczął popychać mnie w stronę gmachu. Był za silny, bym mogła jakkolwiek się wyrwać.
-Nie ruszaj się-syknął.-Będzie lepiej i dla mnie i dla ciebie
Już nie stawiałam oporu, brakowało mi energii. I tak nic by to nie dało. Miał nade mną przewagę. Stanęliśmy na przeciwko zamkniętych na kłódkę drzwi. Spoglądałam jak chłopak stara się znaleźć kluczyk w kieszeni.
-Ku*wa-przeklnął głośno.-Poczekaj-rzucił szybko, oddalając się w kierunku samochodu.
To była moja jedyna szansa. Kątem oka dostrzegłam, że otwiera drzwiczki. Nie zwracał na mnie uwagi. Bezszelestnie przesunęłam się o kilka metrów, aby stanąć za szerokim klonem. Rozglądnęłam się. Zainteresowała mnie rozbita szyba w oknie na parterze budynku. Podeszłam do niej, postanowiłam przecisnąć się przez wybity otwór.Poczułam, że kawałek szkła wbija mi się w rękę. Zignorowałam ból. Byłam już tak blisko.Wreszcie poczułam grunt pod nogami. Byłam w środku.
-Nareszcie wolna-szepnęłam.
Wnętrze pokoju oświetlały mi jedynie nieliczne promienie słońca wpadające przez okno. Byłam w niewielkim pomieszczeniu, praktycznie pozbawionym mebli. Po mojej prawej stronie znajdował się jedynie stolik, schowałam się za nim w obawie, że Harry może mnie dostrzec.
-Będzie dobrze-powtarzałam w myślach. Jednak w tej chwili potrzebowałam pomocy.  Pośpiesznie wyciągnęłam komórkę i wybrałam numer do jedynej osoby, której mogłam w tej chwili zaufać. 
-Justin?
Odebrał po trzecim sygnale.
-O co chodzi?-odezwał się.-Przepraszam, ale nie mogę teraz rozmawiać
Teraz? Pewnie nie będzie chciał rozmawiać ze mną już nigdy...
-Do cholery, zapomnij o tym jak bardzo mnie nienawidzisz chociaż na chwilę. Proszę... 
-Ale naprawdę nie mogę....-doskonale wyczułam, że kłamał.
Musiałam mu przerwać.
-Posłuchaj mnie. Proszę cię tylko o to-przełknęłam ślinę.-Zostałam po-porwana.
Justin kaszlnął kilka razy, tak jakby się krztusił.
-Jak to porwana? Gdzie jesteś?-krzyknął.
Wreszcie się przejął.
-Wiem tylko tyle, że w opuszczonym budynku. Justin... boję się. On zaraz mnie znajdzie.
-Ale kto?
-Przedstawił się jako Harry. 
-Kurwa. Zostań tam, gdzie jesteś. On zdecydowanie nie jest kimś odpowiednim dla ciebie. 

Kelsey pov
Zgubiłam ich. Jechałam za czarnym Range Roverem, ale wystarczyła tylko chwila nieuwagi, by go zgubić. Mam problem. Fakt, że dziewczyna została porwana raczej nie spodoba się Justinowi. Może powinnam zadzwonić po policję? Nie... najlepiej będzie poinformować chłopaka.
Szybko wybrałam numer do mojego przyjaciela.
-Justin?
-Znalazłaś Alice?!-zapytał. W jego głosie słyszałam smutek i złość.
-Mam mały kłopot...-zaczęłam.
-To, że porwali dziewczynę uważasz za MAŁY kłopot?!-wyraźnie zaakcentował przedostatni wyraz.
Skąd on wie?
-Słuchaj, teraz musisz ją odszukać. Masz odpowiedni sprzęt by to zrobić, prawda?-powiedział z nadzieją w głosie.
-Tak, ale będziesz musiał mi pomóc. Spotkajmy się za pół godziny w klubie 'Albatros'.
-Dziękuję-szepnął i się rozłączył.
Był tak bardzo zdesperowany by ją znaleźć. A ona... ona zdradzała go z pierwszym lepszym facetem. Nie była dla niego odpowiednia. Jak najszybciej powinnam  zakończyć ich znajomość, po to, by Justin skupił się na mnie... tylko co powinnam zrobić, aby o niej zapomniał? Może, gdybym jej nie znalazła...



CZYTASZ=KOMENTUJESZ 

Od autorki: 
Gangsterskie klimaty nie powinny trwać długo, o ile tego chcecie. Proszę o komentarze z Waszymi opiniami :) #LoveYouAll

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz